player playlist ~ Gdyby jutra nie było: maja 2014

28 maja 2014

Wycieczka do Sandomierza

We wtorek 27 maja wybraliśmy się z klasami 3 na wycieczkę do Sandomierza. Spotkaliśmy się ok. 7:30, a wróciliśmy dopiero przed 8 wieczorem. Pogoda nas dwa razy zaskoczyła. Przygotowani na deszcze odetchnęliśmy z ulgą, przecierając czoło w upale od potu. Po czym wracając do Krakowa przez szyby autokaru oglądaliśmy burzę i pioruny. Mieliśmy okazję zobaczyć zamek renesansowy w Baranowie Sandomierskim, Starówkę, "podziemną trasę turystyczną" i wąwozy lessowe. Przyznam, że żadne z tych miejsc nie urzekło mnie na tyle, abym chciała odwiedzić je ponownie, ale pozytywnie będę wspominać zarówno przewodniczkę jak i pracowników poszczególnych miejsc, którzy od początku do końca radzili sobie z naszymi młodzieńczymi charakterkami. Bateria w telefonie nie pozwoliła mi szaleć, więc podczas całej wycieczki zrobiłam tylko dwa zdjęcia.

Byliście już może w Sandomierzu? Co sądzicie o tym mieście?
[I shake który udało nam się kupić na Starówce.]

20 maja 2014

Dlaczego "obs/obs" dąży do niczego

Jest dziś słoneczny i miły dzień, a mimo to muszę go zepsuć tematem wspólnych obserwacji. Moderując komentarze zauważyć mogę, że jeden na pięć zawiera; "Obserwujemy?". Oznacza to, że właściciel(ka) bloga chciałby mieć kolejnego, sztucznego czytelnika, dodatkowe +1 dla własnej satysfakcji. Bo przecież pytanie nie brzmi "Hej, będziemy się regularnie odwiedzać?". Tylko jaki sens jest w zdobywaniu tych wszystkich pozorantów? Osoby, które pod "przymusem" zaobserwowały bloga i tak nigdy nie przeczytają żadnej notki, przy odrobinie szczęścia, nie poświęcą również takiemu blogu w przyszłości ani minuty. Pomimo, że ów blog liczy 200 obserwatorów, zagląda na niego może 5-10 osób? Co widać po komentarzach i statystykach świecących pustkami. Cały post mógłby składać się jedynie z przypadkowych liter, a i tak nie zrobiłoby to dużej różnicy. Jeżeli zakładamy bloga na miesiąc lub dwa, to jasne, załóżmy kółko wspólnych obserwacji i cieszmy się numerkami przez ten czas. Jeśli jednak zależy nam na prowadzeniu `jakiegoś` bloga, nie zaśmiecającego blogosfery, to warto by zainwestować w starania i zachęcić innych do odwiedzania bloga.

Na dzień dzisiejszy uważam, że osoby z kategorii "Obs/obs" prowadzą bloga prawdopodobnie niewartego uwagi, a ich brak kreatywności uniemożliwia zdobycie Czytelników. Pardon.

Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?
Obserwujemy? 


17 maja 2014

Gdy pomysłu brak...

Jest już weekend, czyli koniec i początek tygodnia. W środę przyleciała do mnie paczka-prezent z azjatyckimi słodyczami, a dzień później nagroda w rozdaniu organizowanym przez Sammydress (niedługo pojawi się recenzja). Teraz, w ten leniwy poranek leżę w łóżku, beztrosko objadając się wszystkim co niezdrowe. Rozmyślam o minionych dniach i o tym, jak ważny dla mojej osobowości był ten rok. Pogoda nie jest zachęcająca, a jako że każdą sobotę spędzam z przyjaciółką, zaprosiłam ją do siebie. Ugotujemy coś pysznego i obejrzymy film. Powolnymi krokami przygotowuję się także do klasowej wycieczki do Sandomierza.

Post dość leniwy, chciałam dać znak życia. A Wy jakie macie plany na weekend?

8 maja 2014

Song Ah Ri

Z kolejną dawką azjatyckiej słodyczy zapytuję; czy można zostać idolem tylko ze względu na swój wygląd? Koreańską odpowiedzią na to pytanie jest Ulzzang, którą można definiować w różny sposób. Słowo "Ulzzang" oznacza dosłownie "najlepsza twarz" (ul - twarz, zzang - najlepsze), a już samo to wprowadza dziwny klimat. Bo czy istnieje perfekcyjna (tutaj najlepsza) twarz? W przeciwieństwie do Europy, azjatycki kanon piękna jest surowo określony i o tyle, o ile w Polsce mówimy o różnych gustach, tam wydają się one nie istnieć. Lśniące włosy, kosmykami opadające na porcelanową cerę, wąskie, choć nie małe usta, uroczo się do nas śmiejące i duże oczy z charakterystycznym "wałeczkiem", wręcz krzyczące "Przytul!". Nie zapominając o szczupłym nosku z wysokim mostkiem, który już nie tak łatwo zobaczyć w naturalnej wersji i przeraźliwie chudej sylwetce. Do takiego wyglądu dążą rządne perfekcji, koreańskie dziewczęta, wspomagając się m. in. interwencją chirurga plastycznego (ah, gdyby tylko jednej partii ciała...). Jednak cel trzeba zmotywować, a z pomocą biegną właśnie Ulzzangi, które jak jeden mąż [robot] tymi wszystkimi cechami mogą się pochwalić.
Jestem tylko człowiekiem, i chociaż wir podążania za ideałem (widoczny nie tylko w Azji) mnie jeszcze nie dosięgnął, nie mogę odmówić sobie wzdychania do Song Ah Ri - czyli jednej z najpiękniejszych Ulzzang jakie widziałam, a zarazem mojej ulubionej.

1 maja 2014

Buenos días!

Zaczyna się długi weekend, a blog coraz szybszymi krokami zbliża się do jedynie lub aż 50 tys. wyświetleń.
Ostatnio dzięki mojej nudzie, wymieszanej z ciekawością języków, zaczęłam szlifować hiszpański. Znałam jego podstawy, ale podejrzewam, że o czymś kreatywniejszym niż pogoda, bym nie porozmawiała. "Czemu więc nie iść dalej, w kierunku tak pięknego języka?" - pomyślałam. Znalazłam świetną aplikację na smartphone "Fun Easy Learn", z którą w ciągu dwóch dni przerobiłam 78 słówek (około 50 z nich już zdążyłam dobrze zapamiętać). Postanowiłam poduczyć się go dla własnej satysfakcji. Wątpię, abym w szkole pogimnazjalnej miała taki przedmiot, ale kto wie (?). Właśnie, a propos szkół. Przekonałam się do LO, a diabeł siedzący mi na ramieniu podszeptuje, żebym zdecydowała się na ten spontaniczny pomysł. Wszystko z ambicjami.
Myśląc o technikum, wybrałabym zapewne ekonomiczne. Nie chcę jednak zamykać sobie drogi na studia o kierunkach humanistycznych. Czy to dobra decyzja?