player playlist ~ Gdyby jutra nie było

3 maja 2016

Czekoladowe ciasto français

Cześć. :) W kooońcu majówka i wymarzony wypoczynek. Dlaczego by nie umilić sobie tego czasu odrobiną słodyczy? Niedawno miałam okazję przygotować pewne ciasto, a zarazem po raz pierwszy skosztować - czekoladowe ciasto francuskie. Jest ono jednym z ciast wciąż tradycyjnie goszczących na stołach Francuzów. Wbrew pozorom, różni się ono od typowego murzynka, gdyż jest wilgotne i gęste, a przede wszystkim o mocnym, i aż do bólu o czekoladowym aromacie...


Składniki:
150 g cukru
250 g masła
250 g czekolady
2 łyżki mąki
5 jajek

Wykonanie:
 Piekarnik rozgrzej do temperatury ok. 170°.
 W kąpieli wodnej rozpuść czekoladę, masło i cukier, a później odstaw do ostygnięcia.
 Gdy masa już wystygnie, dodaj mąkę i 5 żółtek.
 Ubij pozostałe 5 białek i dodaj do przygotowanej masy, cały czas mieszając.
 Tak przygotowaną masę przelej do małej blaszki i wstaw do piekarnika na ok. 30-40  minut.


Dodatkowe rady:
 Cukier może odpowiednio nie roztopić się. Nie wpływa to na jakość ciasta, a piekarnik i tak mu później w tym pomoże. :)
 Długość pieczenia zależy od nas. Im krócej ciasto będzie się piec, tym bardziej będzie soczyste i mokre w środku.
 Niedługo po wyjęciu z piekarnika ciasto powinno opaść do połowy (tak jak na zdjęciu).
  Dla lepszego wyglądu i słodszego smaku można posypać ciasto cukrem pudrem.

Jak widać ciasto jest bardzo szybkie i proste w wykonaniu, nawet dla osób które rzadko pichcą coś w kuchni. Zachęcam Was do wypróbowania przepisu i podzielenia się wypiekiem z bliskimi.
A jakie są Wasze ulubione ciasta?

29 kwietnia 2016

Zimowe, makijażowe hity

Minęła nam zima i jest to odpowiedni moment, by zebrać swoje makijażowe hity (a w następnym poście kity) na blogu. Jesień i zima to dla mnie czas najbardziej intensywny w testowaniu nowych kosmetyków. M. in. ze względu na brak tych kosmicznych upałów, podczas których chcemy mieć na twarzy jak najmniej. Dzisiaj przygotowałam dla Was krótką listę kosmetyków, które z całego serca mogę Wam polecić.
[Mam cerę mieszaną, z tendencją do przetłuszczania się w strefie T. Bez przebarwień i trądziku. Podkłady aplikuję palcami.]


Podkład: Revlon, Nearly Naked
Ja zakupiłam kolor 120 Vanilla, który okazał się być za jasny. "Na szczęście" podkłady te ciemnieją, co delikatnie wyrównało różnicę. ;) Przede wszystkim spodobało mi się jego satynowe wykończenie oraz nienachalny, żółty odcień. Podkład nie ściera się i nie podkreśla suchych skórek. Niemniej ma bardzo lekkie krycie, co dla niektórych może być na minus.


Podkład: Revlon, Colorstay
Tutaj Revlon znów dał popis i wydał kolejny podkład, który mnie zauroczył. :) O podkładzie zarówno Nearly Naked jak i Colorstay zapewne słyszeli już wszyscy. Mój kolor to 130 dla cery mieszanej - czyli strzał w dziesiątkę. Podkład kolorem idealnie stopił się z cerą, nie stworzył efektu maski, a jego krycie bez problemu można stopniować. Gdybym miała na siłę się do czegoś przyczepić to tylko do tego, że ma gęstą konsystencję, co ja niezbyt lubię.

Puder: Bourjois, Loose Powder
Kupowałam głównie z myślą, aby porównać go do pudru ryżowego z firmy Kryolan. Przyznam, że nie wierzyłam w jego możliwości i to był błąd. Można go nabyć w dwóch kolorach: Peach oraz Rose. Jak można się domyślić, Peach wpada w pomarańczowe/żółte tony, a Rose w różowe. Wygląda on bardzo ładnie na twarzy, ma niewielkie krycie, które w moim przypadku wystarcza. Jest o satynowym wykończeniu, czyli idealnym dla osób z cerą suchą. :) Opakowanie niestety bardzo nieporęczne i nienadające się do zabrania w podróż.

Flamaster do brwi: Catrice, Longlasting Brow Definer
...czyli gorąca nowość, która kusi już coraz więcej osób. Mój kolor to 030 Chocolate Brow'nie, w zupełności wystarczający mi jako brunetce. Co do koloru mogę Wam doradzić, abyście nie sugerowały się tym, jak wygląda zaraz po zaaplikowaniu. Później utlenia się i staje się ciemniejszy i bardziej stonowany. Nie służy on podkreślaniu brwi, a jedynie domalowywaniu pojedynczych włosków. Bez problemu utrzymuje się cały dzień. Jest średnio wydajny, jednak przy cenie jaką oferuje producent (ok. 11 zł) myślę, że to żaden problem. :) U mnie sprawdził się świetnie i z pewnością będę go kupować.


Eyeliner: Paese, liquid deepliner
Cu-dow-ny! Kupiłam go tak naprawdę w ciemno, pod namową ekspedientki. Jak się okazało, było warto. Eyeliner ma aplikator w formie sztywnej gąbeczki, więc musiałam wypracować sobie na nowo sposób malowania kreski. Gdybym miała wymienić cechy idealnego eyeliner'a, byłby to wypisz, wymaluj opis właśnie tego z Paese. Kolor bardzo głębokiej czerni, trwały (wytrzymuje nienaruszony od rana do wieczora), nie osypuje się, a także jest tani i w ładnym opakowaniu. Na nim moja podróż z eyelinerami się kończy i nie będę dalej szukać ideału - który już znalazłam. :)

Pomadka: Golden Rose, Matte Crayon Lipstick
Hit, hit i jeszcze raz hit. Mam te pomadki w czterech kolorach: 12, 10, 08, 04. Jednak numer 10 robi największą furorę i jednocześnie jest też moim ulubionym. Matowe i trwałe pomadki w kredkach, nie ścierają się, są bardzo tanie i przechodzą próbę jedzenia/picia. ;) Mają tylko dwa minusy. Osoby z suchymi ustami koniecznie będą musiały użyć balsamu przed aplikacją produktu. W przeciwnym wypadku pomadka podkreśli suche skórki. Drugi minus to konieczność strugania kredki, co według mnie jest kompletną gafą.


Planuję również dodać podobny post, tym razem z >kitami< makijażowymi. Co o tym sądzicie?
Jeżeli macie jakieś pytania lub uwagi dotyczące tych produktów, napiszcie w komentarzu. Chętnie pomogę. ☺
Do usłyszenia!

9 marca 2016

I po dniu kobiet ~ Pretty Woman

Cześć! Nie wiem jak Wam, ale mi ktoś ukradł 3 miesiące. Albo ten rok mija nieubłaganie szybko, albo to ja już się starzeję i tracę rachubę czasu. W związku z wczorajszym Dniem Kobiet przychodzę z trochę romantycznym akcentem. :)
Ostatnio miałam więcej czasu by narobić zaległości i zasięgnąć do klasyki kina. Tym razem pod ostrzał poszedł z pewnością kojarzony przez wszystkich film "Pretty Woman". Trzeba przyznać, że film pomimo tego, iż robi się coraz starszy, wciąż bawi i zachwyca. Nie ma niepotrzebnych, przeciągniętych scen, a te równe 2 godziny przez telewizorem mijają w mgnieniu oka. Zastanawiałam się, jak krótko i ciekawie opisać Wam ten film, aby zachęcić Was do obejrzenia. Niemniej doszłam do wniosku, że po prostu się nie da. Jego fabuła jest piękną prostotą samą w sobie.

Bogaty biznesmen poznaje Vivian z najstarszym zawodem świata i płaci jej za tydzień spędzony na wspólnym towarzystwie. I jak to bywa, nie ma dobrych filmów, bez złych akcentów. Wkrótce wiele zaczyna się komplikować.

Do wspomnienia Wam o obejrzanym przeze mnie filmie zainspirowała mnie piosenka i filmik, który niedawno zobaczyłam "It must have been love" w wykonaniu Roxette. Uwaga tylko na spoilery. :)


Jak minął Wam Dzień Kobiet? :)
A Wy oglądaliście wcześniej ten film?

2 marca 2016

Szczęście chodzi na czterech łapkach

Jak być może część z Was już wie, od 4 lat jestem szczęśliwą posiadaczką yorka. I dzisiaj pomyślałam, jak wiele pytań miałam przed sobą zanim go przygarnęłam oraz jak wielu trudnych sytuacji mogłabym uniknąć, gdybym wiedziała wtedy tylko odrobinę więcej. Post ten kieruję dla osób które przymierzają się do zakupu małego psa, szczególnie rasy Yorkshire Terrier.☺

Mój pies nazywa się Lucky, czyli Szczęściarz i ma ponad 4 lata. Urodził się w grudniu 2011r., a miejsce w naszym domu zagrzał już trzy miesiące później, bo w lutym 2012r. Kupiliśmy go z tatą w sprawdzonej i dobrej hodowli. Dzień, w którym przyjechaliśmy po Lucky'ego pamiętam, jakby był wczoraj. Wśród czterech, przepięknych szczeniaczków  naszą szczególną uwagę przykuł jeden, który był najweselszy i przy okazji największym rozrabiaką. Mój tata go wziął na ręce i wtedy wiedzieliśmy, że to TEN! Od tamtego czasu Lucky już wyrósł na mężczyznę z krwi i kości:), choć wciąż nie brakuje mu tej dziecięcej wiary we wszystkich i niekończącej się chęci do zabawy.



Jaką rasę wybrać i czy ma to duże znaczenie. Powiem Wam, że pierwotnie Lucky miał być beagle'm. :) I nie do końca wtedy wiedziałam, na co tak naprawdę się piszę. O beagle'ach dowiadywałam się jak najwięcej. Artykuły, książki, strony internetowe. Byłam zdecydowana na tą rasę i już miałam zacząć szukać hodowli. Przeczytałam o nich wszystko, ale przeoczyłam tylko jedną rzecz... ich wielkość! Zasugerowałam się pierwszymi, lepszymi obrazkami w internecie i był to duży błąd. Dowiedziałam się o tym dopiero wtedy, gdy zobaczyłam moją sąsiadkę, która jak się okazało miała beagle'a. Był to piękny i pełen energii piesek, niestety jednak za duży jak na nasze (jeszcze wtedy) skromne mieszkanie. I chociaż bardzo żałowałam, musiałam zrezygnować z tej decyzji. Niestety, wybierając rasę pieska musimy zawsze sugerować się na pierwszym miejscu jego dobrem i tym, czy zdołamy zaspokoić jego potrzeby. W przypadku beagle'i, potrzebują one zazwyczaj bardzo dużo ruchu, a najlepiej czują się w domach i na wsiach, gdzie mają bardzo dużo przestrzeni. Są przeciwieństwem yorków, którym wystarczą przytulne cztery ściany i oczywiście regularne spacery! Co do ich ruchliwości, to dzielą się na biegaczy i kanapowców.

Gdzie zacząć szukać i na co zwracać uwagę. Co do miejsca, to oczywiście polecam najpierw wzięcie pod uwagę schroniska. Są to smutne miejsca i myślę, że gdybym znów stała przed decyzją przygarnięcia psa, to wybrałabym się właśnie tam. Jeśli jednak uważacie, że chcielibyście psa kupić, w pierwszej kolejności popytajcie znajomych o sprawdzone hodowle. Gdy już znajdziecie interesującego Was hodowcę, od tego momentu bądźcie najbardziej czujni. ;) Zwracajcie uwagę na wszystko; zachowanie hodowcy, podejście do zwierząt. Osobiście, gdy byliśmy po naszego psiaka, poprosiliśmy hodowczynię czy może nam pokazać w jakich warunkach żyły pieski, chcieliśmy zobaczyć również matkę (co jest ważne) oraz obowiązkowo książeczkę zdrowia psiaka. Jeśli w chociaż jednym z tych aspektów spotkamy się z odmową bez wyraźnego powodu, od razu mówimy do widzenia.

[zdjęcie sprzed 3 lat]

Wyprawka, czyli money, money, money... Ktoś, kto nigdy nie miał psa pomyśli: "A co psu potrzeba? Smycz, miski i koniec". Chciałabym zobaczyć jego zdziwienie, jak przeczytałby 4 lata temu moją listę zakupów. Legowisko, ręczniczek, szampon do kąpieli, specjalny obcinacz do paznokci, szczotka, szczoteczka do zębów i ubranko na zimę (proszę bez śmiania się :P), zabawki, obroże przeciw szkodnikom oraz wiele, wiele innych.

Ze szczeniakiem jak z niemowlakiem. Pogryzione przedmioty, zasiusianie łóżko, wypadające ząbki? To nie tylko scenariusze z życia świeżo upieczonych mam, ale także posiadaczy szczeniaczków. :) Brzmi to abstrakcyjnie, jednak zanim nie wzięłam pod opiekę Lucky'ego, sama nie wiedziałam jak dużo małe dzieci i młode zwierzęta mogą mieć wspólnego. Trzeba uzbroić się w dużo cierpliwości. Młode szczeniaki dopiero krok po kroku wszystkiego się uczą. Zanim dojdziecie do stabilizacji, prawdopodobnie będzie trzeba przejść przez długą drogę sprzątania po piesku w domu, chowania kabli (a najlepiej to w ogóle przykleić meble do sufitu), uczenia spokojnego stania w kąpieli itd. 


A Wy macie zwierzątka domowe? Jeśli tak, to jakie?