player playlist ~ Gdyby jutra nie było

14 kwietnia 2014

Z dnia na dzień...`

Robi się coraz ciężej. Od egzaminów gimnazjalnych dzieli mnie (i Was w pewnej części) jedynie 9 dni. Wyposażyłam się w masę próbnych sprawdzianów i książek z powtórzeniami, co sprawia, że jestem bardziej pewna swojej wiedzy. Okej, damy radę.
Oprócz nowo kupionych rzeczy, nie mam się dzisiaj czym pochwalić. Zapisanych mam masę pomysłów na posty, jednak wewnętrzny bałagan nie pozwala mi skleić zdania...

Z racji tego, że przybywa czytelników czuję, że integracja będzie coraz trudniejsza. Zaciekawiona jestem, jakie osoby od czasu do czasu tutaj zaglądają. W miarę moich możliwości staram się odwiedzać Wasze blogi, choć dziś wpadłam na inny pomysł. W ostatnich dniach udzielam się na ask.fm. Chyba jak większość, wciągnęło mnie chorobliwe klikanie . Tak jak i tu, można tam poczytać coś intrygująco głupiego. Chcę zaprosić na mojego "aska" i przy okazji poprosić, o podzielenie się Waszymi. Z całą pewnością zostawię po sobie ślad.

6 kwietnia 2014

Perła lvl: Gjbsmbvdks!

Pod koniec tego, mam nadzieję dla wszystkich udanego tygodnia, pragnę podzielić się moim nowym odkryciem. Okej, bez bicia mogę przyznać, że stronę Youtube odwiedzam za często. Cóż! Mam małą słabość do vlogów, a do ścisłej elity moich ulubionych trafił jeden kolejny.

...czyli najukochańsza vlogerka jaką znam. :) Mam wątpliwości, czy jej pierwsze wrażenie trafi w gust przeciętnego Europejczyka, ale z całą pewnością, zauroczy ono fanki słodkiego stylu, prezentowanego przez Azję. `ale czy sama słodka buźka zasługuje na rekomendację? Xiao to 23-letnia Chinka, która jest nie tylko śliczna, ale i miła, bystra, z dystansem do samej siebie. Na jej anglojęzycznym kanale zobaczymy filmiki o tyciumiesiączceziewaniuwyzwaniachkawaiijak zabić czas, udaną próbę zgaszenia powoda, a nawet udało mi się znaleźć jej zmagania z językiem polskim - video (szczególnie polecam).
A jakie są Wasze ulubione vlogi?

5 kwietnia 2014

Anonim, czyli zajad blogerski

Cześć! W sobotni dla mnie poranek (godzina 15) leżę i rozmyślam, czy aby na pewno temat Anonimów na blogerze był wyczerpany. Zastanawia mnie, dlaczego wciąż słowo "Anonim" wśród blogerek podnosi ciśnienie, wywołując uczucie złości wymieszane z pogardą. Skłonna byłabym się założyć, że zdecydowana większość na blogach postów o anonimach, ma charakter negujący, zachęcający do ich ignorowania. Dokładniej - do ignorowania zachowania anonimów, które znów kojarzone jest jedynie z tzw. hejtem. O hejterach noszących pseudonim Anonimy nie wiem dużo, ale sama kiedyś byłam Anonimem. ~O! Asia jest hejterem! Ooo!~ Nie.


Był czas, gdy nie miałam konta na blogerze, ale chętnie odwiedzałam blogi. Z moim bojowym nastawieniem chęci zmiany świata, w moje komentarze często wkradała się krytyka. I tu znów czas obalić stereotyp: krytyka może być pozytywna oraz negatywna, a jej cechą jest konstruktywizm. Oprócz samego zdania o poście, lubiłam także wtrącić swoje trzy grosze na temat destinu, jakości zdjęć lub samej ortografii autorki - tam gdzie budziły się moje obiekcje. Na blogach nie jedyna zwracałam uwagę, jednak tylko mój komentarz mógł budzić oburzenie. Dlaczego? Bo byłam anonimem. Smutną prawdą jest, że wciąż wiele blogerek agresywnie reaguje na krytykę ze strony komentarzy anonimowych, co widzę do dziś przeglądając Wasze blogi. Co dziwne, pobudką do napisania tego posta, była blogerka, która sarkastycznie zareagowała na KOMPLEMENT od anonima. Mhm, mhm. Powoli staje się nie ważne co piszemy, ale z jaką renomą. Dlaczego więc wciąż anonimy zajmują ostatnie miejsce w piramidzie bloggera...?

1 kwietnia 2014

Spicy Lip Gloss

Przychodzę bądź wracam z nową recenzją, a w centrum uwagi znów będą usta. Obsesyjni fani firmy Wibo z całą pewnością już słyszeli o błyszczyku - Spicy Lip Gloss. Zaciekawiła mnie legenda o jego formule powiększającej usta. Moje usta nie są małe, jednak... ciekawość jak to ciekawość. :) Wybrałam nr. 3, czyli najjaśniejszy róż, który niestety nie koniecznie widoczny był na ustach. Błyszczyk ma przyjemny zapach, który wiele vlogerek określiło jako "naturalny", z czym mogę się zgodzić. Równie dobra jest jego lekka konsystencja, która ciekawie wchłania się w usta. Jednak głównym atutem, który rzekomo miał nas zachęcić do wyjęcia z portfela 5 złotówek, był "ekstrakt z papryczki chili (...)".


Pierwsze użycie; produkt niewygodnie osiadł na ustach, delikatnie zaczerwieniając ich brzegi - reakcja na tajemniczy ekstrakt. Z relacji przyjaciółki, różnica (powiększenia) była niezauważalna.
Drugie użycie; skóra się z nim zaprzyjaźniła i żadne zaczerwienienia się już nie pojawiły. Nieco zdesperowana nałożyłam dwie warstwy błyszczyku i się nie pomyliłam. Po chwili czuć było, wspomniane przez producenta, możliwe mrowienie oraz zauważyłam ich lekkie wypuklenie, szkoda tylko, że trwające parę minut.

Według mojej opinii... Efekty błyszczyku są niedrastyczne. :) Ładny, delikatny, być może komuś powiększający usta. Warty swoich pięciu złotych.

[Przygotowania do komersu idą pełną parą. Kupiłam już masę nieprzydatnych rzeczy.]