player playlist ~ Gdyby jutra nie było

12 maja 2016

Przeprowadzam się

(ten post jest zaplanowany) W końcu wyszło słońce. W każdym możliwym tego słowa znaczeniu. :) W piątek wszyscy w Krakowie zdjęli kurtki i cieszyliśmy się z ładnej pogody. Nie mogliśmy oczywiście z K. ominąć takiej okazji i nie wybrać się na lody i tortillę na rynek. Wspominałam Wam, że uwielbiam te spacery na Starym Mieście?
Ta piękna pogoda od razu sprawiła, że zaczęliśmy z K. już myśleć o lecie. Chcielibyśmy dorobić sobie w wakacje, a za samodzielnie zarobione pieniądze wybrać się na kolejną wycieczkę po polskich miastach. Warszawa już za nami i zaczęły się poszukiwania miejsca, do którego znów moglibyśmy wybrać się na parę dni. Planujemy zwiedzić ich kilka, a wśród pomysłów na razie są: Trójmiasto (głównie Sopot) oraz Malbork. Chociaż wszystko jest jeszcze na etapie planowania.~


Wiecie... W swoim życiu przeprowadzałam się już 4 razy i nieubłaganie przyszła kolej na raz 5. Tym razem bez rodziców, więc można by powiedzieć, że przechodzę na swoje. Wiąże się z tym wiele moich obaw, ale i nadziei oraz przewaga pozytywnych emocji. Jeśli chodzi o nowe miejsce... Wciąż będzie to Kraków, tyle tylko, że na wygodniejszym gruncie - tak to tajemniczo ujmę. ;) Wyprowadzka jest na 2-3 miesiące, ale kto wie czy nie zostanę na dłużej? Najpóźniej w poniedziałek (09.05) będę już w nowym miejscu. Obawiam się, że z początku przez pewien czas nie będę miała internetu, więc postaram się albo zaplanować posty albo poczekać.
Bądźcie cierpliwi i trzymajcie się ciepło. 

PS. Jakie są Wasze ulubione miasta w Polsce? Są miejsca, które polecacie zobaczyć?

3 maja 2016

Czekoladowe ciasto français

Cześć. :) W kooońcu majówka i wymarzony wypoczynek. Dlaczego by nie umilić sobie tego czasu odrobiną słodyczy? Niedawno miałam okazję przygotować pewne ciasto, a zarazem po raz pierwszy skosztować - czekoladowe ciasto francuskie. Jest ono jednym z ciast wciąż tradycyjnie goszczących na stołach Francuzów. Wbrew pozorom, różni się ono od typowego murzynka, gdyż jest wilgotne i gęste, a przede wszystkim o mocnym, i aż do bólu o czekoladowym aromacie...


Składniki:
150 g cukru
250 g masła
250 g czekolady
2 łyżki mąki
5 jajek

Wykonanie:
 Piekarnik rozgrzej do temperatury ok. 170°.
 W kąpieli wodnej rozpuść czekoladę, masło i cukier, a później odstaw do ostygnięcia.
 Gdy masa już wystygnie, dodaj mąkę i 5 żółtek.
 Ubij pozostałe 5 białek i dodaj do przygotowanej masy, cały czas mieszając.
 Tak przygotowaną masę przelej do małej blaszki i wstaw do piekarnika na ok. 30-40  minut.


Dodatkowe rady:
 Cukier może odpowiednio nie roztopić się. Nie wpływa to na jakość ciasta, a piekarnik i tak mu później w tym pomoże. :)
 Długość pieczenia zależy od nas. Im krócej ciasto będzie się piec, tym bardziej będzie soczyste i mokre w środku.
 Niedługo po wyjęciu z piekarnika ciasto powinno opaść do połowy (tak jak na zdjęciu).
  Dla lepszego wyglądu i słodszego smaku można posypać ciasto cukrem pudrem.

Jak widać ciasto jest bardzo szybkie i proste w wykonaniu, nawet dla osób które rzadko pichcą coś w kuchni. Zachęcam Was do wypróbowania przepisu i podzielenia się wypiekiem z bliskimi.
A jakie są Wasze ulubione ciasta?

29 kwietnia 2016

Zimowe, makijażowe hity

Minęła nam zima i jest to odpowiedni moment, by zebrać swoje makijażowe hity (a w następnym poście kity) na blogu. Jesień i zima to dla mnie czas najbardziej intensywny w testowaniu nowych kosmetyków. M. in. ze względu na brak tych kosmicznych upałów, podczas których chcemy mieć na twarzy jak najmniej. Dzisiaj przygotowałam dla Was krótką listę kosmetyków, które z całego serca mogę Wam polecić.
[Mam cerę mieszaną, z tendencją do przetłuszczania się w strefie T. Bez przebarwień i trądziku. Podkłady aplikuję palcami.]


Podkład: Revlon, Nearly Naked
Ja zakupiłam kolor 120 Vanilla, który okazał się być za jasny. "Na szczęście" podkłady te ciemnieją, co delikatnie wyrównało różnicę. ;) Przede wszystkim spodobało mi się jego satynowe wykończenie oraz nienachalny, żółty odcień. Podkład nie ściera się i nie podkreśla suchych skórek. Niemniej ma bardzo lekkie krycie, co dla niektórych może być na minus.


Podkład: Revlon, Colorstay
Tutaj Revlon znów dał popis i wydał kolejny podkład, który mnie zauroczył. :) O podkładzie zarówno Nearly Naked jak i Colorstay zapewne słyszeli już wszyscy. Mój kolor to 130 dla cery mieszanej - czyli strzał w dziesiątkę. Podkład kolorem idealnie stopił się z cerą, nie stworzył efektu maski, a jego krycie bez problemu można stopniować. Gdybym miała na siłę się do czegoś przyczepić to tylko do tego, że ma gęstą konsystencję, co ja niezbyt lubię.

Puder: Bourjois, Loose Powder
Kupowałam głównie z myślą, aby porównać go do pudru ryżowego z firmy Kryolan. Przyznam, że nie wierzyłam w jego możliwości i to był błąd. Można go nabyć w dwóch kolorach: Peach oraz Rose. Jak można się domyślić, Peach wpada w pomarańczowe/żółte tony, a Rose w różowe. Wygląda on bardzo ładnie na twarzy, ma niewielkie krycie, które w moim przypadku wystarcza. Jest o satynowym wykończeniu, czyli idealnym dla osób z cerą suchą. :) Opakowanie niestety bardzo nieporęczne i nienadające się do zabrania w podróż.

Flamaster do brwi: Catrice, Longlasting Brow Definer
...czyli gorąca nowość, która kusi już coraz więcej osób. Mój kolor to 030 Chocolate Brow'nie, w zupełności wystarczający mi jako brunetce. Co do koloru mogę Wam doradzić, abyście nie sugerowały się tym, jak wygląda zaraz po zaaplikowaniu. Później utlenia się i staje się ciemniejszy i bardziej stonowany. Nie służy on podkreślaniu brwi, a jedynie domalowywaniu pojedynczych włosków. Bez problemu utrzymuje się cały dzień. Jest średnio wydajny, jednak przy cenie jaką oferuje producent (ok. 11 zł) myślę, że to żaden problem. :) U mnie sprawdził się świetnie i z pewnością będę go kupować.


Eyeliner: Paese, liquid deepliner
Cu-dow-ny! Kupiłam go tak naprawdę w ciemno, pod namową ekspedientki. Jak się okazało, było warto. Eyeliner ma aplikator w formie sztywnej gąbeczki, więc musiałam wypracować sobie na nowo sposób malowania kreski. Gdybym miała wymienić cechy idealnego eyeliner'a, byłby to wypisz, wymaluj opis właśnie tego z Paese. Kolor bardzo głębokiej czerni, trwały (wytrzymuje nienaruszony od rana do wieczora), nie osypuje się, a także jest tani i w ładnym opakowaniu. Na nim moja podróż z eyelinerami się kończy i nie będę dalej szukać ideału - który już znalazłam. :)

Pomadka: Golden Rose, Matte Crayon Lipstick
Hit, hit i jeszcze raz hit. Mam te pomadki w czterech kolorach: 12, 10, 08, 04. Jednak numer 10 robi największą furorę i jednocześnie jest też moim ulubionym. Matowe i trwałe pomadki w kredkach, nie ścierają się, są bardzo tanie i przechodzą próbę jedzenia/picia. ;) Mają tylko dwa minusy. Osoby z suchymi ustami koniecznie będą musiały użyć balsamu przed aplikacją produktu. W przeciwnym wypadku pomadka podkreśli suche skórki. Drugi minus to konieczność strugania kredki, co według mnie jest kompletną gafą.


Planuję również dodać podobny post, tym razem z >kitami< makijażowymi. Co o tym sądzicie?
Jeżeli macie jakieś pytania lub uwagi dotyczące tych produktów, napiszcie w komentarzu. Chętnie pomogę. ☺
Do usłyszenia!

9 marca 2016

I po dniu kobiet ~ Pretty Woman

Cześć! Nie wiem jak Wam, ale mi ktoś ukradł 3 miesiące. Albo ten rok mija nieubłaganie szybko, albo to ja już się starzeję i tracę rachubę czasu. W związku z wczorajszym Dniem Kobiet przychodzę z trochę romantycznym akcentem. :)
Ostatnio miałam więcej czasu by narobić zaległości i zasięgnąć do klasyki kina. Tym razem pod ostrzał poszedł z pewnością kojarzony przez wszystkich film "Pretty Woman". Trzeba przyznać, że film pomimo tego, iż robi się coraz starszy, wciąż bawi i zachwyca. Nie ma niepotrzebnych, przeciągniętych scen, a te równe 2 godziny przez telewizorem mijają w mgnieniu oka. Zastanawiałam się, jak krótko i ciekawie opisać Wam ten film, aby zachęcić Was do obejrzenia. Niemniej doszłam do wniosku, że po prostu się nie da. Jego fabuła jest piękną prostotą samą w sobie.

Bogaty biznesmen poznaje Vivian z najstarszym zawodem świata i płaci jej za tydzień spędzony na wspólnym towarzystwie. I jak to bywa, nie ma dobrych filmów, bez złych akcentów. Wkrótce wiele zaczyna się komplikować.

Do wspomnienia Wam o obejrzanym przeze mnie filmie zainspirowała mnie piosenka i filmik, który niedawno zobaczyłam "It must have been love" w wykonaniu Roxette. Uwaga tylko na spoilery. :)


Jak minął Wam Dzień Kobiet? :)
A Wy oglądaliście wcześniej ten film?